×
×

historie pomocy

Rodzina Smolaków

„Jeśli człowiek ratuje jedno życie, to jakby uratował cały świat…”

 

 

Historia okupacyjnej kryjówki odnalezionej w Otwocku

16 grudnia 2018 roku do Instytutu Pamięci Narodowej/do Zastępcy Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej dr Mateusza Szpytmy zadzwoniła pani Joanna Bąk, „członek-potomek” Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, wnuczka odznaczonych medalem nadawanym przez Instytut Yad Vashem. Przekazała informację, że kilka dni temu na jej posesji w Otwocku przypadkowo została odnaleziona kryjówka, dzięki której jej rodzina w czasie ostatniej wojny uratowała polskiego Żyda. Żeby wykonać wizję lokalną, dokumentację filmową oraz fotograficzną pozostało bardzo mało czasu, gdyż następnego dnia miało odbyć się komisyjne przejęcie posesji przez firmę Strabag, realizującą inwestycję dla Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad – budowę trasy S-17 na odcinku przechodzącym przez miasto Otwock. Zanim nastąpiło przejęcie, na miejsce dotarła ekipa z Instytutu Pamięci Narodowej/ z Wydziału Notacji i Opracowań Multimedialnych Biura Edukacji narodowej IPN. Przybyli też pracownicy Muzeum Historii Polski, również poinformowani przez vice-prezesa IPN. Dr Anna Stupnicka—Bando Prezes Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych zasugerowała sprawdzenie, czy w istniejących relacjach nie ma wzmianki o tej kryjówce. Pani Joanna zawiadomiła o sprawie Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, po czym nastąpił kontakt z Żydowskim Instytutem Historycznym. Wszyscy byli zgodni: sytuacja jest unikatowa, a odkrycie to wyjątkowy, szczęśliwy przypadek. Istotą zakładania kryjówek było to, żeby nikt nigdy na nie nie trafił…

 

  •  Fotografie kryjówki
  •  Fotografie kryjówki
  •  Fotografie kryjówki

 

Jak do odkrycia doszło? Obowiązkiem właścicieli posesji było przed przekazaniem terenu inwestorowi opróżnienie budynku mieszkalnego, budynku godpodarczego i drewnianej stodoły z całej zawartości ruchomej. W stodole znajdowały się stare narzędzia dziadka pani Joanny, węgiel, a wszystko przywalone ogromna stertą starego drewna opałowego. 11 grudnia 2018 roku, przy usuwaniu tego materiału, odkryta została drewniana skrzynia, jak się wydawało w pierwszej chwili, stojąca na podłodze stodoły. Przy próbie jej wyniesienia okazało się, że jest przytwierdzona na stale do podłoża.  Po oderwaniu wieka na dnie skrzyni odkryta została okuta klapa ze stalowym uchwytem do zamykania. Po podniesieniu klapy widać było drewnianą, spróchniałą drabinę, która prowadziła do małego, wymurowanego pod podłogą stodoły pomieszczenia.

Pani Joanna była całkowicie zaskoczona:

przez kilkadziesiąt lat wchodziłam do tej stodoły setki razy… Dopiero po pewnym czasie zaczęła kojarzyć znane jej z przekazów rodzinnych zdarzenia z czasu niemieckiej okupacji.

 

Od 1936 roku w murowanym budynku stojącym do dzisiaj w Otwocku przy ulicy Szosa Lubelska 11 zamieszkiwała rodzina pani Joanny: dziadkowie Sabina i Aleksander Smolak, urodzona w tym samym roku ich córka Krystyna – matka pani Joanny, bracia babci - Ryszard i Jan, pradziadkowie ze strony mamy - Rozalia i Józef Goleniewscy.

Pradziadkowie mieszkali wcześniej w mieszkaniu służbowym przy szpitalu wojskowym w Otwocku, a dziadkowie po ślubie zamieszkali w osadzie Rudka niedaleko Otwocka. Ich sąsiadami była żydowska rodzina Bajtlów. Do roku 1939 Żydzi stanowili większość mieszkańców Otwocka. W listopadzie 1940 roku Niemcy założyli getto, w którym zamknęli otwockich Żydów, a dwa lata później wywieźli ich do obozu zagłady w Treblince i wymordowali. Do Treblinki trafiła też siedmioosobowa rodzina Bajtlów. Moshe Bajtel pracujący ze współwięźniem w pobliżu będącego pod napięciem ogrodzenia obozu wykorzystali przerwę w zasilaniu prądem i uciekli. Według przekazów dziadków pani Joanny Moshe Bajtel został złapany i znalazł się ponownie w transporcie kolejowym do Treblinki.  Z transportu uciekł i po trzech dobach dotarł pieszo do domu rodziny Smolaków.

 

  •  Fotografie kryjówki
  •  Fotografie kryjówki
  •  Fotografie kryjówki
  •  Fotografie kryjówki
  •  Fotografie kryjówki

 

Dom ma piętro: na strychu ze dwuspadowym dachem, w częściach szczytowych znajdowały się dwa pokoje z oknami, gdzie mieszkali bracia babci. Sufit był tuż powyżej linii okien. W ten sposób między sufitem a więźbą dachową powstała bardzo mała przestrzeń powyżej, dającą możliwość przebywania jedynie na leżąco. Tam za dnia ukrywał się pan Moshe, a wieczorami kiedy było bezpieczniej, schodził na dół, gdzie praktycznie stanowił członka rodziny. Po latach wspominał podczas rozmów z synem: jak wyglądałem przez małe okienko to zazdrościłem psom biegającym po podwórku na wolnościW chwilach największego zagrożenia pan Moshe ukrywał się poza domem. Jak udało się ustalić pani Joannie po 75 latach od tamtego czasu, służyła do tego kryjówka wymurowana w stodole. Kryjówka była najprawdopodobniej wykorzystywana również do chwilowego ukrywania innych Żydów ratowanych po likwidacji otwockiego getta oraz na potrzeby lokalnej partyzantki AK i innych zagrożonych osób (które n.p. szmuglowały jedzenie do Warszawy). Pani Joanna wspomniała tragiczną historię rodziny Sierpińskich, których 4 synów i kuzyn za przynależność do AK zostali aresztowani i wywiezieni do Auschwitz (wywiezieni: kwiecień 1941 i listopad 1941).  Przeżył tylko jeden – Henryk Sierpiński, który potem został ojcem chrzestnym pani Joanny.

Moshe Bajtel ukrywał się na posesji do wkroczenia na te tereny Armii Czerwonej latem 1944 roku. Siedem osób przez dwa lata codziennie ryzykowało własne życie dla ratowania jednego, obcego człowieka. Kto ratuje jedno życie… Babcia pani Joanny zawsze podkreślała:

najważniejsze, że pan Moshe przeżył.

Moshe Bajtel wyjechał do Łodzi i tam zamieszkał. Otwock był dla niego miejscem traumy. Tu stracił rodzinę, tutaj przez dwa lata żył w ciągłym strachu. Ze swoimi dobroczyńcami cały czas utrzymywał kontakt. Kontakt urwał się po jego wyjeździe do Izraela w 1957 roku, ale nie był to przejaw niewdzięczności tylko wynik ówczesnych uwarunkowań politycznych. Jak się później okazało wysyłane przez niego listy nie dochodziły do rodziny państwa Smolaków. Raz bez skutecznego uprzedzenia przyjechał do Polski z synem, ale nie zastał nikogo w otwockim domu. O jego wizycie poinformowali sąsiedzi.

W końcu lat 80. ubiegłego wieku pani Joanna wyjechała do Stanów Zjednoczonych na ufundowane przez amerykańską uczelnię studia doktoranckie. Jej najbliższą przyjaciółką na uczelni została amerykańska Żydówka Iris Sroka, której rodzice, ciotka i wujek przeżyli pobyt w niemieckim obozie zagłady w Auschwitz. Nawiązane kontakty, usłyszane poruszające relacje spowodowały, że po powrocie do Polski konkretniej zainteresowała się znaną z opowieści babci i mamy okupacyjną historią własnej rodziny. Udało się jej nakłonić matkę do rozmów o tamtych wydarzeniach. Mama wspominała:

Często, nawet w największy mróz, rodzice kazali mi wychodzić i bawić się na podwórku przy furtce i natychmiast biec do domu, by powiedzieć,  gdy będą zbliżać się Niemcy… Nie mogłam zrozumieć dlaczego rodzice nie pozwalają mi zapraszać koleżanek do domu… To wszystko dla mnie jako małej dziewczynki było wielka traumą…

W 2000 roku mama p. Joanny rozpoczęła poszukiwanie kontaktu z Moshe Bajtlem zwracając się początkowo o pomoc do Żydowskiego Instytutu Historycznego. Pani Krystyna Tokarska z Żydowskiego Instytutu Historycznego doradziła zamieszczenie ogłoszenia w 2-ch ukazujących się w Izraelu gazetach wydawanych w języku polskim. Pani Joanna nie ukrywała wzruszenia, kiedy opowiadała, że szybko na ogłoszenie trafiła przyjaciółka rodziny Bajtlów, a zaraz potem zadzwonił Leibo Bajtel, który przedstawił się jako syn pana Moshe. Jak wynikło z rozmowy, doskonale znał historię ukrywania się ojca u rodziny Smolaków. Ojciec zanim zmarł w 1997 roku w traumie przekazał mu szczegóły tamtych zdarzeń. Szczególnie wzruszający było zdanie:

Tata mówił, że pani mama była taką sprytną dziewczynką…

Rodzina Bajtlów przez dwa lata starała się o pośmiertne uhonorowanie dziadków pani Joanny – Sabiny (zmarłej w 1995 r.) i Aleksandra (zmarłego w 1967 r.) Smolaków - Medalem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Nastąpiło to w roku 2004. Na wręczenie ich potomkom odznaczenia z Izraela przyjechał Leibo Bajtel z żoną i przyjaciółką, której mama odnalazła ogłoszenie w gazecie. Odwiedzili otwocki cmentarz, żeby na grobie Sabiny i Aleksandra Smolaków zapalić znicze i zostawić kwiaty, odwiedzili również pomnik poświęcony Otwockim Żydom i rampę, z której odjeżdżały pociągi do Treblinki. Syn uratowanego potem odwiedził Polskę jeszcze dwukrotnie: przybył na uroczyste otwarcie gmachu Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w kwietniu 2013 roku i na otwarcie wystawy stałej Muzeum w październiku roku 2014.

Zaraz po natrafieniu na kryjówkę pani Joannawysłała zdjęcia do p. Laibo Bajtla, a potem zadzwoniła. Ten bez wachania potwierdził, że słyszał o kryjówce i wygląd miejsca jest zgodny z opisami, które przekazał mu ojciec.

Dzięki waszej rodzinie i dzięki tej kryjówce jestem na świecie…

Drewniana klapa do kryjówki i szczątki drabiny zostały przekazane Muzeum Historii Polski. Syn uratowanego wyraził życzenie żeby przy eksponacie znalazła się tabliczka z informacją, kto się pod tą klapą ukrywał. Ważą się jeszcze losy stodoły, być może znajdzie się na terenie wystawy stałej Muzeum Ziemi Otwockiej w Otwocku.

Jedno uratowane życie zaowocowało wielokrotnie. Wnuczka już dzisiaj nie żyjącego Moshe Bajtla urodziła kilka lat temu trojaczki.

 


 

Tomasz Sikorski (Wydział Notacji i Opracowań Multimedialnych BEN IPN)